Jedzenie i mowa



Jedzenie i mówienie – pięć wskazówek na temat tego, jak i co powinny jeść i pić dzieci, ponieważ w przyszłości wpłynie to na rozwój ich mowy.



Czy to, co dziecko je wpływa na jego mowę? Co możemy jako rodzice, nauczyciele, zrobić, by od urodzenia wspierać mowę dziecka? Istnieje kilka prostych zasad, które pomogą nie tylko w usprawnieniu mowy dziecka, ale także zadbają o zdrową dietę naszych podopiecznych.


 Moje dziecko ma 3 lata i nie mówi! Musi mi pani pomóc! Nie jestem w stanie powiedzieć, ile razy słyszałam to już od zmartwionych stanem mowy dziecka rodziców. Podobnie nie jestem w stanie przypomnieć sobie ilu z nich zareagowało zdziwieniem, gdy na taką ich prośbę odpowiadałam pytaniem: a co zazwyczaj dziecko zjada na śniadanie, na obiad? 


Jest to standardowe pytanie w stworzonym przeze mnie kwestionariuszu ankiety, jaka jest niezbędna, gdy chcę przeprowadzić pełną diagnozę mowy dziecka i wyciągnąć konkretne wnioski. Tak, mowa jest zależna od jedzenia. Tak, na mowę wpływa w najmłodszym wieku to, co jemy i jak jemy. To fakt. Jednak co można zrobić, by już od narodzin wiedzieć jak karmić dziecko, by w starszym wieku nie miało ono problemów z mówieniem?


Po pierwsze, róbmy wszystko, by pierwsze karmienie było karmieniem naturalnym. Nie chodzi tutaj o podawanie dziecku pokarmów z półki bio czy tych przywiezionych od babci z ogródka. Mam na myśli karmienie piersią od narodzin dziecka do przynajmniej 6 miesiąca życia. Kiedy dziecko ssie pierś matki wykonuje, czyli tym samym trenuje i koordynuje trzy czynności – oddychanie (z zamkniętą buzią), połykanie i ssanie.


Dziecko pijąc naturalnie ćwiczy też swój język, tzn. uelastycznia się on, automatycznie podnosi się do góry, do górnego wałka dziąsłowego. Innymi słowy dziecko w tym momencie ćwiczy pionizowanie języka, czyli naprężanie go, unoszenie czubka języka do góry, co później jest bardzo przydatne w wymawianiu wielu głosek. Kiedy dziecko pije z butelki, czyli kiedy ssie (nawet najlepszy jakościowo) smoczek język nie pracuje tylko leży płasko na dnie jamy ustnej, a tym samym jest mniej sprawny niż gdyby naturalnie ćwiczył w czasie ssania piersi. Dodatkowo podczas karmienia naturalnego pracują także policzki, wargi i żuchwa. Wspominałam też o oddychaniu, które dziecko wykonuje naturalnie przez nos, z zamkniętą buzią, ponieważ języczek podniebienny zamyka przejście do dróg oddechowych. Jest to ważne ćwiczenie dla dziecka, ponieważ taki rodzaj oddychania pozwala na rozwój zatok szczękowych; wpływa też na rozwój żuchwy i całej twarzoczaszki dziecka. 


Po drugie ważna jest konsystencja posiłku, jaki dziecko zjada. Na samym początku większość dzieci ssie pierś matki. Jednak, gdy ok. 5-6 miesiąca życia zaczynają pojawiać się pierwsze zęby, a dziecko coraz sprawniej potrafi usiąść i utrzymać tę pozycję podczas karmienia należy powoli przechodzić na bardziej stałe pokarmy. Wielu rodziców za pokarm stały, czyli inny od mleka matki uważa wszystkie dostępne na rynku papki i kleiki. One też są ważne, potrzebne, pożywne, ale… nie są jedyne. Myśląc o mowie dziecka, a dokładnie o chęci rozruszania całego aparatu mowy – wargach, żuchwie, łukach zębowych (potem zębach), języku, policzkach, podniebieniu miękkim warto myśleć o tym, by posiłki były większym wyzwaniem, a nie tylko „papką”. Przez „większe wyzwanie” rozumiem posiłki zawierające grudki, kawałki, będące raczej rozdrobnione niż przemielone, a także takie, które można trzymać w rączce i gryźć, jak skórki od chleba czy twardsze warzywa i owoce. Takie inne od papkowatej konsystencje stanowią świetny, naturalny i zdrowy trening dla buzi i języka, ponieważ dziecko przeżuwając i gryząc ćwiczy m.in. mnóstwo mięśni tak potrzebnych do późniejszej artykulacji poszczególnych głosek.


Trzeba też pamiętać, że jedzenie, z którym trzeba coś zrobić – odgryźć, pogryźć, przeżuć, „wybadać językiem” jest też zdecydowanie ciekawsze dla maluszków (w szczególności w wieku do pierwszego roku życia) i to zdecydowanie w tym czasie powinniśmy dostarczać im różnych żywieniowych bodźców, a nie tylko papek wyłącznie do połykania. Polecam artykuł Małgorzaty Jackowskiej „Dlaczego wszystkie niemowlaki powinny jadać grudki i kawałki?”, w jakim autorka jeszcze szerzej koncentruje się na pierwszych posiłkach dziecka. Tłumaczy też w innych swoich artykułach ewentualne ryzyko przechodzenia z papek na produkty stałe.


Po trzecie, dajmy dziecku możliwość wyboru jedzenia, ale pod naszym nadzorem. Jedzenie ma być wspaniałą przyjemnością, a nie… przymusem. Chyba większości z Was nie trzeba przedstawiać diety BLW (z ang. baby-led weaning – ), autorstwa Gill Rapley i Tracey Murkett, czyli takiej, która w intuicyjny i bezpieczny sposób pozwalam maluchom na próbowanie, niekoniecznie faktyczne jedzenie, różnorodnych produktów. Oczywiście to my, jako rodzice dbamy o to, jakie produkty dziecku podać do rączki czy położyć na stole, ale to one ma prawo decydować co włoży do swojej buzi. Podobnie, jak w przypadku niejedzenia wyłącznie papek dziecko może poznawać kształt, zapach i smak różnych produktów, ale przede wszystkim może je nagryzać, gryźć i żuć, co znów przyczyniać się będzie do trenowania wielu mięśni i stawów (m.in. mięśni warg, języka, stawu skroniowo-żuchwowego i innych). Co więcej, stosowanie tej diety lub wyłącznie zasady, że dziecko je z nami przy stole i korzysta z naszych produktów może także wpłynąć na naszą – dorosłych dietę, bo przecież raczej nie postawimy wtedy na stole ociekającej tłuszczem golonki czy chipsów, prawda?



 Po czwarte, intencjonalnie używajmy konkretnego jedzenia do ćwiczeń logopedycznych. To mit, że do ćwiczeń logopedycznych potrzebne są wyłącznie drogie i specjalistyczne pomoce logopedyczne. Wystarczy trochę wyobraźni, produktów, jakie dziecko lubi jeść i zestaw „narzędzi” do ćwiczeń gotowy! Dziecko zjadając paluszki czy chrupki kukurydziane, wciągając makaron spaghetti bez użycia rąk ćwiczy m.in. mięsień okrężny ust, mięśnie języka, ale także koncentruje się na powierzonym zadaniu o tyle bardziej, o ile ćwiczy z ulubionym produktem. Jeszcze więcej pomysłów na ćwiczenia z użyciem jedzenia znajdziecie w moim artykule „Smacznie i logopedycznie, czyli Logopedia na Talerzu”.


Po piąte, nie tylko jedzenie, ale też picie jest ważne. Nie będę się tutaj rozpisywać o tym, że lepiej dawać dziecku do picia wodę, ewentualnie soki naturalne, najlepiej przyrządzone samemu w domu, a nie gotowe „soki” czy częściej pełne cukru napoje z półek sklepowych. Nie o sam produkt tutaj chodzi, ale akurat w wypadku picia o sposób podania dziecku np. wody. Podobnie jak z przechodzeniem od karmienia naturalnego do jedzenia produktów stałych jest z przechodzeniem od ssania piersi do picia z kubka. Tak, z kubka, a nie z butelki. Jeżeli dziecko potrafi już utrzymać pozycję siedzącą postarajmy się mu podać rozmiarowo dostosowany do maluszka najzwyklejszy na świecie (otwarty) kubek. Taki kubek nie powinien posiadać dwóch rączek, pokrywki czy przeróżnych… dzióbków, niekapków i innych. Podczas picia z kubka dziecko aktywnie włącza w tę czynność obie wargi, język, policzki, żuchwę. Jest to o tyle istotne, że wpływa to zarówno na koordynację picia i oddychania, ale także picie z kubka zapobiegnie pojawieniu się w późniejszym wieku wad zgryzu u dziecka. Skoro podajemy dziecku coś do picia to niech pije, a nie gryzie, kąsa czy próbuje odgryzać. Takie wątpliwe „rozrywki” zapewniane są dzieciom, które piją z kubków czy butelek wyposażonych w niekapki. Oczywiście sporadyczne zastosowanie takiego kubka z zamknięciem np. na spacerze czy w samochodzie nie jest niczym złym, jednak nie może nam – dorosłym wejść w nawyk podawanie dziecku napoju w ten sposób. Kiedy dziecko codziennie pije z kubka niekapka może się to przyczynić do powstania u niego wad zgryzu, utrwalenia odruchu ssania, obniżenia napięcia warg, „rozleniwienia” języka, a dalej do wielu wad wymowy czy nawet do opóźnionego rozwoju mowy. 


Jeśli boimy się kałuży pod krzesłem, gdy dziecko będzie piło z otwartego kubka włóżmy mu do niego słomkę, by z niej skorzystało. Dziecko pijąc przez słomkę zaciska na niej wargi, czyli znów ćwiczone są mięśnie okrężne ust, tworzy się tzw. dzióbek, a w buzi powstaje specyficzne podciśnienie, które zmusza język do pracy – wycofania, naprężenia.

Po szóste, choć miało być pięć wskazówek, nie przeszkadzajmy dziecku, gdy je lub pije. Wydawałoby się, że zasada ta jest, jeśli nie najprostsza, to najbardziej oczywista z powyższych, ale uwierzcie mi z tysięcy przeprowadzonych rozmów z rodzicami wiem, że do takich nie należy. Często, co jest spowodowane naszym trybem życia, pospieszamy dziecko, gdy je lub pije. Dalej, jedz szybko, bo wychodzimy do przedszkola! No na co czekasz, mam to zjeść za Ciebie? Jak nie zjesz obiadu to… nie wyjdziesz na spacer, nie obejrzysz bajki itd., itd. A przecież jedzenie ma być przyjemnością, prawda? Czy my lubimy jeść w pośpiechu lub, co gorsza, jak ktoś nas pospiesza, gdy jemy? Nie wiem jak wy, ale ja bardzo tego nie lubię. Dlatego w tej dodatkowej wskazówce apeluję o to, by dać dziecku czas zarówno na naukę picia i jedzenia, jak i na możliwość spokojnego skonsumowania posiłku bez stresu, że przeminie mu kolejny odcinek Świnki Peppy czy Psiego Patrolu.


Podsumowując, pamiętajmy, że karmienia naturalnego, gdy nie zastosujemy go na początku i nie pomyślimy, jak je zorganizować jeszcze w ciąży, nikt nam nie zwróci, gdy go nie zastosujemy. Dbajmy o różnorodność produktów podawanych naszemu dziecku, pilnujmy, by z każdym miesiącem jego życia coraz bardziej zapominać o papkach na rzecz twardszych skórek od chleba i dajmy mu wybór. Bawmy się dzieckiem jedzeniem ćwicząc przy tym buzię i pamiętajmy też o napiciu się po zabawie z otwartego kubka. Czy zastosowanie tych wszystkich wskazówek jest trudne? Jeśli chcemy je wprowadzić od zaraz to na pewno tak, ale… jeśli stopniowo coś zaczniemy zmieniać w podejściu do żywienia i podawania posiłków dziecku to z pewnością nam się to uda i jeszcze przy okazji zadbamy o jego mowę. Życzę powodzenia w próbowaniu! Uda Wam się!